- Grzegorz, wstawaj. - Beata, lekko mnie szturchnęła, próbując mnie obudzić.
- Już wstaje. - wymamrotałem
- Wstawaj zrobiłam coś do jedzenia. Obiecałeś poszukać Piotra.
- Tak, wiem poszukam go.- powiedziałem wstając z łóżka.
Doczłapałem się do stołu w jadalni. Na stole była jajecznica i herbata.
- Pamiętam, że nie piłeś nigdy kawy, więc zrobiłam Ci herbatę.
- Dzięki. A, gdzie mój pies?
- Gdzieś się kręci. Zobacz, to jest zdjęcie Piotra.
Podała mi fotografie. Teraz nie miałem już wątpliwości.
To był on, ten zjadany chłopak, to był ten Piotr.
Jak ja mam jej to powiedzieć? To było jedyne co przeszło mi przez myśl.
Nie mogę jej powiedzieć.
Nie powiem jej, znam ją załamała, by się.
-Beata, przepraszam jeszcze raz, za to co, wtedy się stało.
- Jak mam Ci wybaczyć, że założyłeś się o mnie?!
- Byłem głupi kurwa. Przecież mnie znasz.
- Założyć się ze zaciągniesz mnie do łózka ? Naprawdę nic lepszego nie miałeś do wymyślenia?
Nie jestem przedmiotem! Zapamiętaj to! Chcesz bym Ci wybaczyła?
Ok, sprowadź tu Piotra całego i zdrowego.
- Dobra, poszukam go.
Nigdy mi nie wybaczy, jak jej powiem, że ten jej facet stał się pokarmem jakiegoś sztywnego.
Zjadłem śniadanie, ubrałem się ciepło, gdyż tego ranka było dość zimno.
Wydaje mi się, że jest chyba
końcówka listopada. Ale, to nieważne. Psa zostawiłem z dziewczyną. Wsadziłem pistolet za pasek.
Tasak
zabrałem ze sobą. Wiedziałem, gdzie mam iść.Powoli ruszyłem w stronę, gdzie wczoraj go widziałem.
Wieś była całkiem spokojna. Tak jakby wszyscy zostali w domach.
Nie widziałem nikogo nawet żadnego sztywnego. To mnie dość zaniepokoiło.
Było zdecydowanie za cicho.
Bez problemu dotarłem do miejsca, gdzie leżał. Złamane nogi.
- Kurwa, co on zrobił? - W tym momencie zobaczył moja obecność.
Zaczął warczeć jak pies i wyciągać ręce w moim kierunku. Z jego brzucha wystawały reszty tego co kiedyś było jego narządami. Wbiłem tasak w jego głowę. Spojrzałem, wtedy na wyjazd ze wsi.
- O kurwa! - Całe stado zmierzało w moją stronę było ich może ze 100 może więcej.
Natychmiast pobiegłem w stronę domu, gdzie czekała Beata. Przeskoczyłem przez płot.
Wbiegłem do domu.
- Co się dzieję? Grzegorz wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.
- Gorzej, musimy być cicho. Idzie tu ich całe stado. Setka albo i więcej. Oby płot wytrzymał.
Zamykaj drzwi na klucz. Ja przystawię do nich szafę albo kanapę, cokolwiek.
- Dobrze.
Tak zrobiliśmy siedzieliśmy cicho w salonie.
W ręce ściskałem pistolet i kluczyki do auta. Na szczęście mieliśmy do niego łatwy dostęp.
W razie nagłej ewakuacji.
- Nie żyje? - zapytała
- Nie wiem, nie znalazłem go.
- Wiem,że kłamiesz. Zawsze jak kłamiesz to drżą Ci dłonie. Znam Cię,lepiej niż Ci się wydaje.
Powiedz mi to. Chce usłyszeć prawdę.
- Znalazłem go, był przemieniony. Dobiłem go.
- Dzięki, że miałeś na tyle odwagi, by go dobić. Nie przeżyłabym, gdyby on dalej był tam taki jak te stwory. Pokiwałem głową. Podszedłem do okna. Lekko uchyliłem firankę. Były tam cały czas.
- Ciągle tu są. Ale chyba trochę mniej. Tak jakby się rozdzieliły. Ale dalej jest zbyt niebezpiecznie.
- Dobrze. Wybaczam Ci to. Nie chce umrzeć bez wybaczenia twojej głupoty.
- Nie znalazłem go żywego.
- Próbowałeś przynajmniej. A pamiętasz jak mnie pocałowałeś pierwszy raz?
- Teraz na wspominki Ci się zebrało? - Usiadłem koło niej.
- No, ale pamiętasz?
- Pewnie. Zderzyliśmy się głowami. I mnie wyzywałaś. Zresztą cały czas na mnie krzyczałaś.
I nawet to lubiłem.
- To był mój pierwszy pocałunek wiesz? Mile to wspominam.
- Mój też. A pamiętasz jak twój ojciec mnie przyłapał jak wchodziłem do Ciebie przez okno?
Gonił mnie z widłami. Bałem się, wtedy.
- A ja się śmiałam. Ale jak mu uciekłeś to, wtedy wparował do mnie i zrobił awanturę. -
lekko się uśmiechnęła
Stare czasy. Dwa lata byliśmy razem. To były fajne dwa lata. Ale ja zjebałem po całości.
- Ten zakład z Igorem. Zraniłeś mnie tym.
- Wiem, nawet już o tym nie mówmy. Beata przytuliła się do mnie.
- Nie zostawiaj mnie samej dobrze? - spojrzała na mnie i od razu się zgodziłem.
Nigdy nie mogłem oprzeć się temu spojrzeniu.
- Zostanę z tobą.
- Dziękuję. Pocałowała mnie. Jej pocałunek to było jedno z najlepszych co mnie ostatnio spotkało.
Potem położyła głowę na mojej klatce piersiowej i zasnęła. W co ja się znowu wpakowałem.
Spojrzałem na zegarek była 16. Dopiero. Lekko położyłem Beatę na łóżku.Usiadłem na krześle.
Dopiero teraz uświadomiłem sobie wszystko, co się stało. Śmierć Macka i Zuzy. I to, co zrobiłem.
Ja zabiłem tych ludzi na stacji i tego bandytę, który zaatakował nasz dom.
Pierwszy raz, wtedy łzy spłynęły mi do oczu. Filut podszedł do mnie i położył się koło mojej nogi.
Ponoć zwierzęta wyczuwają takie rzeczy albo tak mi się wydaje. Zabrałem go na kolana.
Głaskałem psa, moje łzy kapały mi po twarzy. Kurwa co się ze mną dzieje.
Po około 30 minutach poszedłem do łazienki.
Spojrzałem w lustro. Po raz pierwszy od początku końca spojrzałem w lustro. To nie byłem ja.
Włosy w nieładzie, broda całkiem ładnie mi urosła. W szafce znalazłem maszynkę do golenia.
- Nie rób tego- Za mną stała Beata.
- Dlaczego?
- Broda Ci pasuje. Super w niej wyglądasz.
- No dobra. Na razie zostanie.
- Czy on cierpiał? W sensie Piotr czy cierpiał?
- Nie wiem. Chyba nie. - Sam nie wiedziałem co jej powiedzieć.
Chciałem, by, chociaż ta odpowiedz była
dla niej małym pocieszeniem.
- Widziałam,że płakałeś. Co tak naprawdę się stało co? Jak mi opowiadałeś to, wtedy też kłamałeś.
- Tak. Nie powiedziałem Ci wszystkiego.
Przeszliśmy do salonu. Opowiedziałem jej wszystko dokładnie.
To jak zostawiłem tych ludzi na stacji na pewną śmierć i dokładnie wydarzenia w domu Macka.
Widziałem, że była tym przerażona.
- Musiałeś to zrobić. By przeżyć.
- Wiem, to było straszne.
- Chodź do mnie.- Znów mnie przytuliła. Brakowało mi zrozumienia drugiego człowieka.
Dała mi, wtedy bardzo dużo. Oboje potrzebowaliśmy drugiego człowieka.
Sama zaprowadziła mnie do sypialni. Nie będę pisał co tam robiliśmy.
Tak minął mi dzień trzynasty.