czwartek, 19 marca 2015

Dzień 13

- Grzegorz, wstawaj. - Beata, lekko mnie szturchnęła, próbując mnie obudzić. 
- Już wstaje. - wymamrotałem 
- Wstawaj zrobiłam coś do jedzenia. Obiecałeś poszukać Piotra. 
- Tak, wiem poszukam go.- powiedziałem wstając z łóżka.
 Doczłapałem się do stołu w jadalni. Na stole była jajecznica i herbata. 
- Pamiętam, że nie piłeś nigdy kawywięc zrobiłam Ci herbatę. 
- Dzięki. Agdzie mój pies? 
- Gdzieś się kręci. Zobaczto jest zdjęcie Piotra. 
Podała mi fotografie. Teraz nie miałem już wątpliwości. 
To był on, ten zjadany chłopakto był ten Piotr. 
Jak ja mam jej  to powiedzieć? To było jedyne co przeszło mi przez myśl. 
Nie mogę jej powiedzieć. 
Nie powiem jej, znam  załamałaby się. 
-Beata, przepraszam jeszcze razza to cowtedy się stało. 
- Jak mam Ci wybaczyćże założyłeś się o mnie?! 
- Byłem głupi kurwa. Przecież mnie znasz. 
- Założyć się ze zaciągniesz mnie do łózka ? Naprawdę nic lepszego nie miałeś do wymyślenia? 
Nie jestem przedmiotem! Zapamiętaj to! Chcesz bym Ci wybaczyła? 
Ok, sprowadź tu Piotra całego i zdrowego. 
- Dobra, poszukam go. 
Nigdy mi nie wybaczyjak jej powiemże ten jej facet stał się pokarmem jakiegoś sztywnego. 
Zjadłem śniadanie, ubrałem się ciepłogdyż tego ranka było dość zimno. 
Wydaje mi sięże jest chyba 
końcówka listopada. Aleto nieważne. Psa zostawiłem z dziewczyną. Wsadziłem pistolet za pasek. 
Tasak 
zabrałem ze sobą. Wiedziałemgdzie mam iść.Powoli ruszyłem w stronęgdzie wczoraj go widziałem. 
Wieś była całkiem spokojna. Tak jakby wszyscy zostali w domach. 
Nie widziałem nikogo nawet żadnego sztywnego. To mnie dość zaniepokoiło. 
Było zdecydowanie za cicho. 
Bez problemu dotarłem do miejscagdzie leżał. Złamane nogi. 
- Kurwa, co on zrobił? - W tym momencie zobaczył moja obecność. 
Zaczął warczeć jak pies i wyciągać ręce w moim kierunku. jego brzucha wystawały reszty tego co kiedyś było jego narządami. Wbiłem tasak w jego głowę. Spojrzałemwtedy na wyjazd ze wsi.
- O kurwa! - Całe stado zmierzało w moją stronę było ich może ze 100 może więcej. 
Natychmiast pobiegłem stronę domugdzie czekała Beata. Przeskoczyłem przez płot. 
Wbiegłem do domu.
- Co się dzieję? Grzegorz wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. 
- Gorzej, musimy być cicho. Idzie tu ich całe stado. Setka albo i więcej. Oby płot wytrzymał. 
Zamykaj drzwi na klucz. Ja przystawię do nich szafę albo kanapę, cokolwiek. 
- Dobrze. 
Tak zrobiliśmy siedzieliśmy cicho w salonie. 
W ręce ściskałem pistolet i kluczyki do auta. Na szczęście mieliśmy do niego łatwy dostęp. 
W razie nagłej ewakuacji. 
- Nie żyje? - zapytała 
- Nie wiem, nie znalazłem go. 
- Wiem,że kłamiesz. Zawsze jak kłamiesz to drżą Ci dłonie. Znam Cię,lepiej  niż Ci się wydaje. 
Powiedz mi to. Chce usłyszeć prawdę. 
- Znalazłem go, był przemieniony. Dobiłem go. 
- Dzięki, że miałeś na tyle odwagiby go dobić. Nie przeżyłabymgdyby on dalej był tam taki jak te stwory. Pokiwałem głową. Podszedłem do okna. Lekko uchyliłem firankę. Były tam cały czas.
 - Ciągle tu . Ale chyba trochę mniej. Tak jakby się rozdzieliły. Ale dalej jest zbyt niebezpiecznie.
 - Dobrze. Wybaczam Ci to. Nie chce umrzeć bez wybaczenia twojej głupoty. 
- Nie znalazłem go żywego. 
- Próbowałeś przynajmniej. A pamiętasz jak mnie pocałowałeś pierwszy raz? 
- Teraz na wspominki Ci się zebrało? - Usiadłem koło niej. 
- Noale pamiętasz? 
- Pewnie. Zderzyliśmy się głowami. I mnie wyzywałaś. Zresztą cały czas na mnie krzyczałaś. 
I nawet to lubiłem.
- To był mój pierwszy pocałunek wiesz? Mile to wspominam. 
- Mój też. A pamiętasz jak twój ojciec mnie przyłapał jak wchodziłem do Ciebie przez okno? 
Gonił mnie z widłami. Bałem sięwtedy.
 - A ja się śmiałam. Ale jak mu uciekłeś towtedy wparował do mnie i zrobił awanturę. - 
lekko się uśmiechnęła  
Stare czasy. Dwa lata byliśmy razem. To były fajne dwa lata. Ale ja zjebałem po całości.
 - Ten zakład z Igorem. Zraniłeś mnie tym. 
- Wiem, nawet już o tym nie mówmy. Beata przytuliła się do mnie. 
- Nie zostawiaj mnie samej dobrze? - spojrzała na mnie i od razu się zgodziłem. 
Nigdy nie mogłem oprzeć się temu spojrzeniu. 
- Zostanę z tobą. 
- Dziękuję. Pocałowała mnie. Jej pocałunek to było jedno z najlepszych co mnie ostatnio spotkało. 
Potem położyła głowę na mojej klatce piersiowej i zasnęła. W co ja się znowu wpakowałem.
Spojrzałem na zegarek była 16. Dopiero. Lekko położyłem Beatę na łóżku.Usiadłem na krześle. 
Dopiero teraz uświadomiłem sobie wszystko, co się stało. Śmierć Macka i Zuzy. I to, co zrobiłem. 
Ja zabiłem tych ludzi na stacji i tego bandytęktóry zaatakował nasz dom. 
Pierwszy razwtedy łzy spłynęły mi do oczu. Filut podszedł do mnie i położył się koło mojej nogi.
Ponoć zwierzęta wyczuwają takie rzeczy albo tak mi się wydaje. Zabrałem go na kolana.
 Głaskałem psa,  moje łzy kapały mi po twarzy. Kurwa co się ze mną dzieje. 
Po około 30 minutach poszedłem do łazienki.
Spojrzałem w lustro. Po raz pierwszy od początku końca spojrzałem w lustro. To nie byłem ja. 
Włosy w nieładzie, broda całkiem ładnie mi urosła. W szafce znalazłem maszynkę do golenia. 
- Nie rób tego- Za mną stała Beata. 
- Dlaczego?
 - Broda Ci pasuje. Super w niej wyglądasz. 
- No dobra. Na razie zostanie. 
- Czy on cierpiał? W sensie Piotr czy cierpiał? 
- Nie wiem. Chyba nie. - Sam nie wiedziałem co jej powiedzieć. 
Chciałembychociaż ta odpowiedz była 
dla niej małym pocieszeniem. 
- Widziałam,że płakałeś. Co tak naprawdę się stało co? Jak mi opowiadałeś towtedy też kłamałeś. 
- Tak. Nie powiedziałem Ci wszystkiego. 
Przeszliśmy do salonu. Opowiedziałem jej wszystko dokładnie. 
To jak zostawiłem tych ludzi na stacji na pewną śmierć i dokładnie wydarzenia w domu Macka. 
Widziałem, że była tym przerażona. 
- Musiałeś to zrobić. By przeżyć. 
- Wiem, to było straszne. 
- Chodź do mnie.- Znów mnie przytuliła. Brakowało mi zrozumienia drugiego człowieka. 
Dała miwtedy bardzo dużo. Oboje potrzebowaliśmy drugiego człowieka.
 Sama zaprowadziła mnie do sypialni. Nie będę pisał co tam robiliśmy.
Tak minął mi dzień trzynasty.

1 komentarz:

  1. dobrze, że zmieniłeś styl pisania pod względem technicznym. Lepiej się czyta dialogi. Super. Czekam na następne posty.

    OdpowiedzUsuń