Od ostatniego wpisu minął tydzień. Nie działo się nic ciekawego. Zbierałem zapasy na okres zimowy.
Postanowiliśmy wyruszyć wczesną wiosną. Całe dnie, nie robiłem nic po za zbieraniem żarcia
z opuszczonych domów. Nie spotkałem nikogo żywego. Zaczynam powoli tracić nadzieje.
Chyba zostaliśmy tylko my. Ale jeszcze nie wiedziałem jak bardzo się myliłem.
- Jadę do sąsiedniej wsi, może tam jeszcze coś znajdę.
- Bądź ostrożny. Sama sobie nie poradzę.
- Zawsze jestem. - wypaliłem z uśmiechem po czym przewróciłem kubek na stole.
- Cały ty...- Beata z wyrzutem spojrzała w moim kierunku.
- Oj tam, oj tam. Ta kawa i tak była paskudna.
- Potrzebujesz snu, a kawa daje trochę energii. Prawie nie śpisz. Przecież wiem, nawet nie zaprzeczaj.
- Gdybyś widziała to co ja, i zrobiła to co ja.
Wstałem od stołu, pożegnałem się z psem. W drzwiach stanęła dziewczyna.
Mocno mnie przytuliła.
- Wróć tu cały i zdrowy, bo jak nie to ja Cię zabije.
- Postaram się.
Wyszedłem do mojego auta. Sprawdziłem pistolet. Zostały mi 3 pociski.
- Kurwa, może nie starczyć w kiepskiej sytuacji.
Pojechałem w kierunku sąsiedniej wsi. Jakieś 5 może 6 kilometrów.
- Prawie ich nie ma. Może wybiłem je wszystkie? Co ja pierdole. Świat już nie istnieje.
Jechałem spokojnie. Na szczęście paliwa miałem dość.
Dojechałem na miejsce. To co zobaczyłem było straszne.
Prawie wszystkie domy stały w ogniu. Wyglądało to strasznie.
Na pewno nie zrobili tego sztywni. Zostawiłem samochód, zabrałem pistolet i tasak.
Pistolet bardziej jako straszak niż broń. Ruszyłem powoli przed siebie.
Usłyszałem jak ktoś rozmawia. Szybko schowałem się za jednym z samochodów.
-.... wszystko?
- Tak, szefie. Tu nie znajdziemy już nic ciekawego. Wracamy do siebie?
- Zbierz chłopaków i spadamy. Do naszego wygodnego domku.
- Mówisz o tej starej chałupie?
- Ile razy mam Ci tłumaczyć?! Z dala od miast, wsi jest mniej sztywnych i mniej żywych.
Ci dwaj wyglądali jakby wyszli z więzienia o zaostrzonym rygorze.
Zebrali się w punkcie koło ich małego vana. Było ich 6.
Poczekałem aż odjadą.
- Mamy przejebane, jak trafią do nas. Mój Boże. Zabiją nas.
Rozglądałem się po okolicy.
Faktycznie, widziałem kilka osób które dopiero co zostały zabite.
Rozglądając się dalej znalazłem kilka łusek po nabojach.
Zabili ich. Dwa domy nie zostały spalone.
Chociaż wiedziałem, że nic nie znajdę to i tak je przeszukałem.
Znalazłem dwie konserwy. Musieli je ominąć.
- Kurwa, jak pojada do nas to z nami koniec.
Wróciłem do auta. Pojechałem w kierunku powrotnym.
Wszedłem do domu i dobrze sprawdziłem drzwi.
- Co się stało?
- Są tu w okolicy jacyś ludzie.
- To co?
- Zabili ludzi w tamtej wsi. Jak myślisz co zrobią jak nas tu znajdą?
- Może nie będzie tak źle co ?
- Oszalałaś?! Widziałem co zrobili. Są kurewsko niebezpieczni.
- Co teraz?
- Rano zabezpieczymy dom od środka. A potem się zobaczy.
Zabrałem psa pod pachę i wyszedłem przed dom.
Robię tak codziennie.
- Wiesz co piesku? Czasem myślę, że te stwory nie mają wcale tak źle.
Zobacz, sami dla siebie nie są zagrożeniem. Tylko tak łażą bez celu.
Ale wiem jedno. Maciek miał rację, przetrwają tylko najsilniejsi.
A ja jestem jednym z tych NAJSILNIEJSZYCH!
Tak minął dzień dwudziesty pierwszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz