Dzień 10
W ostatnich dwóch dniach nie działo się nic, wartego uwagi. Dalej nie wiem,
W ostatnich dwóch dniach nie działo się nic, wartego uwagi. Dalej nie wiem,
dlaczego Maciej uderzył dziewczynę. Nie chcą o tym mówić, jak chcą. Dzień rozpoczął się całkiem normalnie.
Zjedliśmy śniadanie, każdy osobno. Relacje między naszą trójką, nie należą do nawet do poprawnych.
Nie ufamy sobie nawzajem. Maciek się nie odzywa do nikogo, Zuza czasem coś powie.
Zaczynam wariować z nimi. Koło południa, wyszedłem z domu. Poszedłem do szopy, rąbać drewno.
Nie ufamy sobie nawzajem. Maciek się nie odzywa do nikogo, Zuza czasem coś powie.
Zaczynam wariować z nimi. Koło południa, wyszedłem z domu. Poszedłem do szopy, rąbać drewno.
Jeśli się nie mylę, za 4 dni zaczyna się grudzień. Rąbałem, drzewo jakąś godzinę.
Wtedy do szopy weszła Zuza, z kubkiem dla mnie.
- Proszę, zrobiłam Ci herbatę. - Dzięki.
- Słuchaj, ja wiem, że przeze mnie pokłóciłeś się z kolegą…
- Daj spokój, przejdzie mu. Znam go. – Mówiłem, to popijając herbatę. Okłamałem ją.
- Proszę, zrobiłam Ci herbatę. - Dzięki.
- Słuchaj, ja wiem, że przeze mnie pokłóciłeś się z kolegą…
- Daj spokój, przejdzie mu. Znam go. – Mówiłem, to popijając herbatę. Okłamałem ją.
Nie przejdzie mu. Nigdy nie widziałem go tak wściekłego. Jest jak tykająca bomba. Nie wiem, kiedy wybuchnie.
- Chciałam, Ci podziękować. Za to, że mi pomogłeś. Już dwa razy.- Dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
- Tak należało postąpić. Nie mogłem zostawić Cię na pastwę losu przed domem.
- Chciałam, Ci podziękować. Za to, że mi pomogłeś. Już dwa razy.- Dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
- Tak należało postąpić. Nie mogłem zostawić Cię na pastwę losu przed domem.
A potem, nie cierpię jak ktoś bije kobietę,należało mu się. Wracaj już do domu. Ja jeszcze chwilę tu posiedzę. Zuza ruszyła w stronę domu. Wróciłem do swojego zajęcia. Była już chyba 15, jeśli, zegarek, który mam chodzi dobrze. Gdy odłożyłem siekierę, usłyszałem samochód. Nie był to nasz samochód. Stał przed domem.
Z siekierę w ręku i pistoletem za pasem ruszyłem w stronę domu. W pokoju siedzieli dwaj domownicy.
- Stary, mamy problem. Wyjrzyj przez okno. – Maciek w końcu coś powiedział.
- Stary, mamy problem. Wyjrzyj przez okno. – Maciek w końcu coś powiedział.
Ale nie chciałem, by tak brzmiały jego słowa. Wyjrzałem przez okno. Przed domem stało 6 ludzi. Czterech miało na plecach, karabiny maszynowe.
- Kurwa, myślisz, że wiedzą, że tu jesteśmy?
- Tak mi się wydaję. Pokazują, że mamy wyjść.- Jeden z nich machał do mnie.
- Co robimy? – zapytała dziewczyna.
- Wyjdę do nich. Pogadam, zobaczymy czego chcą. Z pistoletem w ręce, wyszedłem przed dom.
- Witaj, chłopcze. Nieźle się tu urządziliście. Szkoda, że zaraz to stracicie.
- Co? Jak to stracimy? To nasze miejsce.
- Nie rozumiesz. Teraz to nasze miejsce. Jest nas więcej. Jesteśmy lepiej uzbrojeni.- Facet koło 35 lat, mówił do mnie. Ściągnął karabin z pleców.
-Inne domy też są w porządku. Weźcie któryś. Możemy, żyć obok siebie
- To tak nie działa. Świat jest inny. Dla naszej 6 miejsca i żywności starczy na długo. Ale dodając waszą trójkę, będzie z tym problem. Wiemy ilu was jest. Obserwowaliśmy was.- Zaśmiał się, jego drużyna razem z, nim. 4 facetów i 2 kobiety.Wszyscy wyglądali jakby właśnie opuścili więzienie.
- Dobra, dajcie nam czas na spakowanie się. – Wiedziałem, że dyskusja z nimi nic nie da.
- Kurwa, myślisz, że wiedzą, że tu jesteśmy?
- Tak mi się wydaję. Pokazują, że mamy wyjść.- Jeden z nich machał do mnie.
- Co robimy? – zapytała dziewczyna.
- Wyjdę do nich. Pogadam, zobaczymy czego chcą. Z pistoletem w ręce, wyszedłem przed dom.
- Witaj, chłopcze. Nieźle się tu urządziliście. Szkoda, że zaraz to stracicie.
- Co? Jak to stracimy? To nasze miejsce.
- Nie rozumiesz. Teraz to nasze miejsce. Jest nas więcej. Jesteśmy lepiej uzbrojeni.- Facet koło 35 lat, mówił do mnie. Ściągnął karabin z pleców.
-Inne domy też są w porządku. Weźcie któryś. Możemy, żyć obok siebie
- To tak nie działa. Świat jest inny. Dla naszej 6 miejsca i żywności starczy na długo. Ale dodając waszą trójkę, będzie z tym problem. Wiemy ilu was jest. Obserwowaliśmy was.- Zaśmiał się, jego drużyna razem z, nim. 4 facetów i 2 kobiety.Wszyscy wyglądali jakby właśnie opuścili więzienie.
- Dobra, dajcie nam czas na spakowanie się. – Wiedziałem, że dyskusja z nimi nic nie da.
Postanowiłem grać na czas.
- Żadnego pakowania. Wsiadacie do samochodu i wypierdalać stąd.- Celował do mnie.
- Ok. powiem moim znajomym i już nas nie ma.
- Widzę, że jesteś rozsądny. Nie to, co twój przyjaciel. – Wtedy usłyszałem strzał. Maciek padł jak długi. Stał za mną, schował się za drzewo.
- ZABIŁEŚ GO! -
Ty żyjesz, a to ważne.
Pobiegłem do Maćka, leżał przy drzewie, z kulką w głowie. Zmarł na miejscu.
- Stary, czemu to zrobiłeś? Po co?
-HEJ! Nie rozczulaj się nad kumplem. Nie wiem czemu. Ale oddałem strzał w ich stronę.
- OGNIA!!! ZABIJCIE GO! Jakimś cudem udało mi się dostać do domu.
- Co się stało? Słyszałam strzały. - Zabili Maćka. Musimy uciekać.
Niestety, było za późno. Jak wybiegliśmy z domu, oni już stali przy wyjściu.
- No, młody zaimponowałeś mi. Nie sądziłem, że jesteś na tyle odważny. Brawo. Ale i tak zaraz zginiesz. -
- Żadnego pakowania. Wsiadacie do samochodu i wypierdalać stąd.- Celował do mnie.
- Ok. powiem moim znajomym i już nas nie ma.
- Widzę, że jesteś rozsądny. Nie to, co twój przyjaciel. – Wtedy usłyszałem strzał. Maciek padł jak długi. Stał za mną, schował się za drzewo.
- ZABIŁEŚ GO! -
Ty żyjesz, a to ważne.
Pobiegłem do Maćka, leżał przy drzewie, z kulką w głowie. Zmarł na miejscu.
- Stary, czemu to zrobiłeś? Po co?
-HEJ! Nie rozczulaj się nad kumplem. Nie wiem czemu. Ale oddałem strzał w ich stronę.
- OGNIA!!! ZABIJCIE GO! Jakimś cudem udało mi się dostać do domu.
- Co się stało? Słyszałam strzały. - Zabili Maćka. Musimy uciekać.
Niestety, było za późno. Jak wybiegliśmy z domu, oni już stali przy wyjściu.
- No, młody zaimponowałeś mi. Nie sądziłem, że jesteś na tyle odważny. Brawo. Ale i tak zaraz zginiesz. -
Miałem karabin wycelowany, prosto w twarz.
- Dajcie nam odejść. - Nie ma takiej opcji. Wypowiedziałeś nam wojnę. Wojna, musi mieć zwycięzcę.
- Radek, puśćmy ich. – Powiedziała jedna z kobiet.
- NIE!!! Gówniarz o mało mnie nie trafił. – Po tych słowach wiedziałem, że nie będzie łatwo. Pomyślałem, że nie ma wyjścia. Prowadzili nas pod szopę. Koło mnie stała ta kobieta, która, chciała nas puścić.Jedyne co przyszło mi do głowy.
Szybkim ruchem, objąłem ją w pasie, ustawiłem ją twarzą do
- Dajcie nam odejść. - Nie ma takiej opcji. Wypowiedziałeś nam wojnę. Wojna, musi mieć zwycięzcę.
- Radek, puśćmy ich. – Powiedziała jedna z kobiet.
- NIE!!! Gówniarz o mało mnie nie trafił. – Po tych słowach wiedziałem, że nie będzie łatwo. Pomyślałem, że nie ma wyjścia. Prowadzili nas pod szopę. Koło mnie stała ta kobieta, która, chciała nas puścić.Jedyne co przyszło mi do głowy.
Szybkim ruchem, objąłem ją w pasie, ustawiłem ją twarzą do
nich i przyłożyłem pistolet do jej głowy.
- Trzeba było mnie przeszukać. Jak nie pozwolisz nam odejść zabiją ją.
- A my zabijemy Ciebie, co Ci do da. Puść ją, masz jaja. Ale koniec zabawy.
- Puść nas.
- Puść ich, Radek do cholery jestem twoją żoną. Poświecisz mnie?! – Kobieta próbowała, go przekonać.
Padł kolejny strzał, prosto w Zuzę. Dostała w brzuch. Strasznie krwawiła.
- Po co to było? Widzisz, dziewczynę Ci zabiłem.
- KURWA RADEK! CO TY ROBISZ? ON MNIE ZABIJE! Puść go proszę.
- Zabiłeś, dwóch moich przyjaciół, myślisz, że nie jej nie zabije. To patrz jak zabijam twoich kumpli. – Szybko oddałem strzał w jednego z napastników. Nie zbyt celny, celowałem w głowę, dostał w szyję.
- Puścisz mnie, czy mam zabić ich wszystkich, a potem twoją żonę.
- KURWA! Nie doceniłem Cię. Wypierdalaj stąd. Bierz auto i won z mojego domu. Zuza, już nie żyła. Wsiadłem do auta, ruszyłem przed siebie.
- Trzeba było mnie przeszukać. Jak nie pozwolisz nam odejść zabiją ją.
- A my zabijemy Ciebie, co Ci do da. Puść ją, masz jaja. Ale koniec zabawy.
- Puść nas.
- Puść ich, Radek do cholery jestem twoją żoną. Poświecisz mnie?! – Kobieta próbowała, go przekonać.
Padł kolejny strzał, prosto w Zuzę. Dostała w brzuch. Strasznie krwawiła.
- Po co to było? Widzisz, dziewczynę Ci zabiłem.
- KURWA RADEK! CO TY ROBISZ? ON MNIE ZABIJE! Puść go proszę.
- Zabiłeś, dwóch moich przyjaciół, myślisz, że nie jej nie zabije. To patrz jak zabijam twoich kumpli. – Szybko oddałem strzał w jednego z napastników. Nie zbyt celny, celowałem w głowę, dostał w szyję.
- Puścisz mnie, czy mam zabić ich wszystkich, a potem twoją żonę.
- KURWA! Nie doceniłem Cię. Wypierdalaj stąd. Bierz auto i won z mojego domu. Zuza, już nie żyła. Wsiadłem do auta, ruszyłem przed siebie.
Miałem przy sobie pistolet z nie całym magazynkiem, nic więcej.Jak wyjeżdżałem, zatrzymała mnie ta kobieta, którą miałem jako zakładniczkę.
- Przykro mi z powodu twoich znajomych.
- Takie jest teraz życie. Kobieta wręczyła mi, trochę jedzenia.
- Nie bałaś, się, że Cię zabiję?
- Nie, wiedziałam, że tego nie zrobisz, mój mąż to wariat, ale troszczy się o mnie.
- Zabił dwóch ludzi, chciałem odejść.
- Jedź już. On jeszcze jest gotów Cię zabić. Powodzenia. Nic nie odpowiedziałem, ruszyłem w drogę.
Postanowiłem, ruszyć w stronę mojego rodzinnego miasta.
- Przykro mi z powodu twoich znajomych.
- Takie jest teraz życie. Kobieta wręczyła mi, trochę jedzenia.
- Nie bałaś, się, że Cię zabiję?
- Nie, wiedziałam, że tego nie zrobisz, mój mąż to wariat, ale troszczy się o mnie.
- Zabił dwóch ludzi, chciałem odejść.
- Jedź już. On jeszcze jest gotów Cię zabić. Powodzenia. Nic nie odpowiedziałem, ruszyłem w drogę.
Postanowiłem, ruszyć w stronę mojego rodzinnego miasta.
Zajmie mi to jakieś dwa dni. Tak minął mi dzień dziesiąty.
Wrzucaj następne dni, o ile są napisane :D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne dni :P
OdpowiedzUsuń