Dzień 7
Wstałem wcześnie rano, wiele myśli przechodziło mi przez głowę. Jak damy radę przetrwać zimę.
Przebrałem się w nowe ubrania,które przywieźliśmy ze sklepu. Założyłem na siebie białe spodnie dresowe, białą koszulkę i czarną bluzę z kapturem. Zszedłem do kuchni. Maciek już tam był, pił kawę. - Siema. - Siema, napijesz się kawy? – zapytał mnie, dopijając swój kubek. - Wiesz, że nie pije kawy. Musimy pogadać. - O niej? -Tak, co z nią robimy? Ja jestem za tym, by pozwolić jej tu zostać. Dodatkowa para rąk zawsze się przyda.
A po za tym, zaraz zacznie się zima, ona nie da sobie rady sama. - Co ona Cię tak interesuję co? Troszczysz się o nią. Ok. Spała tu nie mam nic przeciwko. Ale nie podoba mi
się to. - Idź jej to powiedz. Wywal ją stąd. Na pewną śmierć! Tak należy, pomóc jej. - Bo co? Bóg tak każe? Dobrze wiesz, że już w to nie wierze. Nie ma nieba i piekła. Teraz liczy się, by przetrwać, w dwóch mamy większe szanse. Wiesz to.
Teraz to jest najważniejsze. – jego argumenty do mnie nie trafiały, lecz on był pewny tego co mówi. - Stary, zrobimy tak. Zostawimy ją na zimę. Potem podejmiemy decyzje. Ok? Nie chce mieć jej na sumieniu. - Dobra, tylko zima. Potem wynosi się stąd najdalej jak tylko da radę. - Ja jej to powiem. Wybacz, ale nie zrobiłeś na niej najlepszego pierwszego wrażenia. - Ok. Weź coś dla niej do jedzenia i sam coś zjedz, zrobiłem jedzenie. Jest na szafce. - Dzięki.- Po tej rozmowie poklepałem go po ramieniu. Zabrałem talerz z jedzeniem.
Były na, nim suchary i reszta żółtego sera. Podszedłem do drzwi pokoju, w którym spała Zuza. Zapukałem do drzwi. -Zuza, śpisz? Mogę wejść? -TAAK! PROSZĘ Otwarłem drzwi, w pokoju oprócz otwartego okna tarasowego było tak jak poprzednio. Udałem się na mały balkon. - Cześć.- Powiedziała do mnie, z uśmiechem na ustach. - Hej, przyniosłem coś do jedzenia. Po za tym musimy pogadać. - Tak myślałam. Ale ja też mam kilka pytań. Mogę Ci je zadać? Odłożyłem talerz na stolik. - Zobaczymy. Najpierw ja. Czego od nas oczekujesz? - Najpierw chciałam Ci podziękować, za to co dla mnie zrobiłeś. - Mówiłem już, tak należało postąpić. Obronić słabszego. Mówiąc do niej, zauważyłem, iż wzięła prysznic i się przebrała. Teraz mogłem ocenić stwierdzić, że to całkiem ładna dziewczyna.Włosy spięła gumką. Założyła na siebie jeansy i bluzę z szafy. - Mam nadzieję, że pozwolicie mi tu zostać. Ja naprawdę nie będę sprawiała kłopotów. Obiecuję. - To nie mój dom, tylko tego drugiego, mojego kumpla. Wstępnie możesz zostać tu na zimę. Potem zobaczymy co dalej. Skąd się tu wzięłaś? - Razem z moim tatą próbowaliśmy dostać się do naszego domu. Mieszkamy jakieś 20 km stąd. Tata poszedł do lasu, bo coś tam usłyszał. Jak wrócił miał rękę cała w krwi. Mówił, że już po, nim. Kazał mi uciekać. Dwa dni szukałam czegoś do jedzenia i w końcu trafiłam do domu, niedaleko od tego. Wtedy te dwa potwory mnie zaatakowały. Resztę już znasz.- Dziewczyna opowiadała,to bez jakiś emocji. - Ok. Wierzę Ci. Ale dalej będziemy zamykać Cię w pokoju. Będziesz nam pomagać. Zajmiesz się domem, czyli będziesz magazynować jedzenie, palić w piecu. My zajmiemy się wzmocnieniem płotu. Zgadzasz się? - Tak. Teraz czas na moje pytania. Kim wy jesteście? - Dwaj kumple ze studiów. Znamy się od kilku lat. Jeszcze coś? - Ta dziewczyna ze zdjęć. Na kilku jesteś ty a na innych twój kolega. Kto to jest? Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Ale, musiałem jej powiedzieć. - Nie poruszaj tego tematu przy Maćku. To Majka, jego siostra.
A moja była dziewczyna. Zginęła sześć miesięcy temu, w wypadku samochodowym. Jechała z rodzicami i Maciejem, tylko on przeżył. Od tego czasu mocno się zmienił. Przestał wierzyć w Boga, a jego rodzina była mocno religijna. Stał się ponury. Nic go nie interesowało. Wiesz, sama straciłaś ojca. - Tak, to straszne. Dopiero teraz zaczynam to sobie uświadamiać. Że go już nie ma. Przykro mi z powodu tej dziewczyny. Ładna była. Byłeś z nią szczęśliwy? - Nie twój interes. Nie pytaj o nią ani mnie ani Maćka, tym bardziej. Rozumiesz? - Tak, przepraszam. - Ok. Koniec rozmowy. Oboje poszliśmy do Macieja. - Dobra, Maciek musimy iść ogarnąć płot i całe gospodarstwo. - Tak. Cóż mam pomysł, byśmy wzmocnili furtki w płocie deskami lub czymś innym. Młoda zajmij się domem. Jak nas nie będzie. Masz co robić- Maciej zarzucał ją dość oskarżycielskim wzrokiem.
- Zuza, zajmij się zapasami. Spisz co mamy, czego nam brakuje. Udamy się potem do jakiegoś domu albo sklepu. Zrobisz to? Dziewczyna tylko kiwnęła głową na potwierdzenie. Ja i Maciek udaliśmy się na dwór. Przygotowaliśmy deski do wzmocnienia furtki Wzięliśmy je z drzwi od obory. Furtka była najsłabszym punktem całego płotu. Płot był murowany, z metalowymi kratami. Furtka, była metalowa, lecz bardzo cienka.Zaczęliśmy prace nad furtką. Póki był prąd korzystaliśmy z niego.
Dzięki wiertarce udało nam się przymocować deski do płotu.Nie było to łatwe i trochę czasu nam zajęło. Jak skończyliśmy. Postanowiłem jakoś wybadać co dzieje się z moim kumplem. - Stary, co Ci jest? Po co ją tak atakujesz? Ona dużo przeszła. Kurwa stary. Za płotem chadzają sobie ludzkie zwłoki, a ty nie masz nawet odrobiny współczucia dla innych. Chciałeś ją wywalić. - Odpierdol się ode mnie. Nie twój dom, nie ty rządzisz. Co ze mną jest? Niech pomyśle. Sprowadzasz nam na głowę jakiegoś darmozjada i chcesz bym się z tego cieszył? Nie chce, by ona tu była. Robię to tylko z tego względu, że ty ją bronisz i na mawiasz mnie, by tu była. Więc łaskawie zamknij już się. - Oszalałeś? -Pierdol się. Maciek wściekły wstał i poszedł do domu.
Nasza rozmowa przyciągnęła uwagę truposzy.
-Ku*wa.- Zakląłem pod nosem. Przy płocie było już dwóch truposzy. Przyglądałem, im się.
Ręce wkładali przez płot, by mnie dosięgnąć. Postanowiłem się ich pozbyć. Dwa ruchy młotkiem i było po wszystkim. Dwa ciała upadły przy płocie. Przeskoczyłem przez płot. Zatargałem oba ciała do lasu.
- Niech tu nie śmierdzą. – W lesie była cisza. Przerywana co jakiś czas pojękiwaniem ludzkim. Wróciłem do domu. W kuchni nie było nikogo. Idąc na gorę, słyszałem coś jakby płacz. Dobiegało z pokoju Zuzy. Otwarłem drzwi. Dziewczyna siedziała na łóżku,dłonie miała na twarzy. - Hej, co jest grane?- Zapytałem zaniepokojony - Nic, się nie stało. – Wyraźnie coś ukrywała. - Widzę, że coś jest nie tak. Płaczesz? - Uderzył mnie, Maciek mnie uderzył w twarz. - Zabije go! Nikt nie ma prawa bić kobiety. W złości wparowałem do jego pokoju. Byłem wściekły. - Co ty odpierdalasz? Bijesz kobietę? Powaliło Cię do końca? - Nie twój interes. WYPIERDALAJ JUŻ!!! - Mnie uderzysz? No dalej pokaż jaki z Ciebie z facet. Przywaliłeś bezbronnej kobiecie. Brawo! Ruszył na mnie z pięściami. Obaj wylądowaliśmy na ziemi. Szarpaliśmy się. W końcu odrzuciłem go od siebie. Usiadłem na jego brzuchu. Uderzyłem go w twarz. Z jego nosa polała się krew. -JESZCZE!? NO DALEJ! ZRÓB COŚ! – krzyczałem, a raczej wrzeszczałem na całe gardło. Dostałem uderzenie w plecy. Spadłem z niego. Złapał mnie za bluzę i rzucił mną o ścianę. - Dość, wynoś się z tego pokoju. Powinienem Cię wyrzucić, ale nie zrobię tego ze względu na Majkę. Teraz daj mi spokój. Idź do tej panienki, może do snu Cię utuli.- Wysyczał przez zęby. -Jesteś nienormalny. Tknij ją jeszcze raz. A pożałujesz. Wróciłem do Zuzy. - Co ty zrobiłeś? - Nos mu złamałem. Chyba. Nieźle mną o ścianę grzmotnął. Już Cię nie dotknie. Na pewno. Pokaż twarz.- Uderzył ją dość mocno. Na, tyle że pękła jej warga. Powoli dotykałem jej twarzy, sprawdzając czy nie ma jakiś innych obrażeń. Nie było. - W łazience powinna być woda utleniona. Na szczęście rana nie jest głęboka nie trzeba szyć. Chyba. Nic Ci już nie grozi. – Jak skończyłem dziewczyna, mnie przytuliła.
Nie wiem czemu to zrobiła. Ale pozwoliłem jej na to. Zaczęła płakać.
Zapewne, nie źle dostała w kość jej psychika. Cóż, będę musiał ją pilnować. W pewnym momencie zasnęła. Położyłem ją na łóżku. Zamknąłem jej pokój. Sam też zamknąłem swój.
Tej nocy miałem problem z snem, plecy bolały mnie strasznie. W końcu udało mi się zasnąć.
Tak minął mi dzień siódmy, pierwszy tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz