piątek, 7 marca 2014

Dzień 7
Wstałem wcześnie rano, wiele myśli przechodziło mi przez głowę. Jak damy radę przetrwać zimę.
 Przebrałem się w nowe ubrania,które przywieźliśmy ze sklepu. Założyłem na siebie białe spodnie dresowe, białą koszulkę i czarną bluzę z kapturem. Zszedłem do kuchni. Maciek już tam był, pił kawę. - Siema. - Siema, napijesz się kawy?  zapytał mnie, dopijając swój kubek. - Wieszże nie pije kawy. Musimy pogadać. - O niej? -Tak, co z nią robimy? Ja jestem za tym, by pozwolić jej tu zostać. Dodatkowa para rąk zawsze się przyda. 
A po za tym, zaraz zacznie się zima, ona nie da sobie rady sama. - Co ona Cię tak interesuję co? Troszczysz się o nią. Ok. Spała tu nie mam nic przeciwko. Ale nie podoba mi 
się to. - Idź jej to powiedz. Wywal  stąd. Na pewną śmierć! Tak należy, pomóc jej. - Bo co? Bóg tak każe? Dobrze wiesz, że już w to nie wierze. Nie ma nieba i piekła. Teraz liczy sięby przetrwać, w dwóch mamy większe szanse. Wiesz to.
 Teraz to jest najważniejsze.  jego argumenty do mnie nie trafiały, lecz on był pewny tego co mówi. - Stary, zrobimy tak. Zostawimy  na zimę. Potem podejmiemy decyzje. Ok? Nie chce mieć jej na sumieniu. - Dobra, tylko zima. Potem wynosi się stąd najdalej jak tylko da radę. - Ja jej to powiem. Wybacz, ale nie zrobiłeś na niej najlepszego pierwszego wrażenia. - Ok. Weź coś dla niej do jedzenia i sam coś zjedz, zrobiłem jedzenie. Jest na szafce. - Dzięki.- Po tej rozmowie poklepałem go po ramieniu. Zabrałem talerz z jedzeniem. 
Były nanim suchary i reszta żółtego seraPodszedłem do drzwi pokojuw którym spała Zuza. Zapukałem do drzwi. -Zuza, śpisz? Mogę wejść? -TAAK! PROSZĘ Otwarłem drzwi, w pokoju oprócz otwartego okna tarasowego było tak jak poprzednio. Udałem się na mały balkon. - Cześć.- Powiedziała do mnie, z uśmiechem na ustach. - Hej, przyniosłem coś do jedzenia. Po za tym musimy pogadać. - Tak myślałam. Ale ja też mam kilka pytań. Mogę Ci je zadać? Odłożyłem talerz na stolik. - Zobaczymy. Najpierw ja. Czego od nas oczekujesz? - Najpierw chciałam Ci podziękowaćza to co dla mnie zrobiłeś. - Mówiłem już, tak należało postąpić. Obronić słabszego. Mówiąc do niej, zauważyłem wzięła prysznic i się przebrała. Teraz mogłem ocenić stwierdzić, że to całkiem ładna dziewczyna.Włosy spięła gumką. Założyła na siebie jeansy i bluzę z szafy. - Mam nadzieję, że pozwolicie mi tu zostać. Ja naprawdę nie będę sprawiała kłopotów. Obiecuję. - To nie mój dom, tylko tego drugiego, mojego kumpla. Wstępnie możesz zostać tu na zimę. Potem zobaczymy co dalej. Skąd się tu wzięłaś? - Razem z moim tatą próbowaliśmy dostać się do naszego domu. Mieszkamy jakieś 20 km stąd. Tata poszedł do lasu, bo coś tam usłyszał. Jak wrócił miał rękę cała w krwi. Mówił, że już ponim. Kazał mi uciekać. Dwa dni szukałam czegoś do jedzenia i końcu trafiłam do domu, niedaleko od tego. Wtedy te dwa potwory mnie zaatakowały. Resztę już znasz.- Dziewczyna opowiadała,to bez jakiś emocji. - Ok. Wierzę Ci. Ale dalej będziemy zamykać Cię w pokoju. Będziesz nam pomagać. Zajmiesz się domem, czyli będziesz magazynować jedzenie, palić w piecu. My zajmiemy się wzmocnieniem płotu. Zgadzasz się? - Tak. Teraz czas na moje pytania. Kim wy jesteście? - Dwaj kumple ze studiów. Znamy się od kilku lat. Jeszcze coś? - Ta dziewczyna ze zdjęć. Na kilku jesteś ty a na innych twój kolega. Kto to jest? Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Ale, musiałem jej powiedzieć. - Nie poruszaj tego tematu przy Maćku. To Majka, jego siostra. 
A moja była dziewczyna. Zginęła sześć miesięcy temu, wypadku samochodowym. Jechała z rodzicami i Maciejem, tylko on przeżył. Od tego czasu mocno się zmienił. Przestał wierzyć Boga, a jego rodzina była mocno religijna. Stał się ponury. Nic go nie interesowało. Wiesz, sama straciłaś ojca. - Tak, to straszne. Dopiero teraz zaczynam to sobie uświadamiać. Że go już nie ma. Przykro mi z powodu tej dziewczyny. Ładna była. Byłeś z nią szczęśliwy? - Nie twój interes. Nie pytaj o nią ani mnie ani Maćkatym bardziej. Rozumiesz? - Tak, przepraszam. - Ok. Koniec rozmowy. Oboje poszliśmy do Macieja. - Dobra, Maciek musimy iść ogarnąć płot i całe gospodarstwo. - Tak. Cóż mam pomysł, byśmy wzmocnili furtki w płocie deskami lub czymś innym. Młoda zajmij się domem. Jak nas nie będzie. Masz co robić- Maciej zarzucał  dość oskarżycielskim wzrokiem.
- Zuza, zajmij się zapasami. Spisz co mamy, czego nam brakuje. Udamy się potem do jakiegoś domu albo sklepu. Zrobisz to? Dziewczyna tylko kiwnęła głową na potwierdzenie. Ja i Maciek udaliśmy się na dwór. Przygotowaliśmy deski do wzmocnienia furtki Wzięliśmy je z drzwi od obory. Furtka była najsłabszym punktem całego płotu. Płot był murowany, z metalowymi kratami. Furtka, była metalowa, lecz bardzo cienka.Zaczęliśmy prace nad furtką. Póki był prąd korzystaliśmy z niego. 
Dzięki wiertarce udało nam się przymocować deski do płotu.Nie było to łatwe i trochę czasu nam zajęło. Jak skończyliśmy. Postanowiłem jakoś wybadać co dzieje się z moim kumplem. - Stary, co Ci jest? Po co  tak atakujesz? Ona dużo przeszła. Kurwa stary. Za płotem chadzają sobie ludzkie zwłoki, a ty nie masz nawet odrobiny współczucia dla innych. Chciałeś  wywalić. - Odpierdol się ode mnie. Nie twój dom, nie ty rządzisz. Co ze mną jest? Niech pomyśle. Sprowadzasz nam na głowę jakiegoś darmozjada i chcesz bym się z tego cieszył? Nie chceby ona tu była. Robię to tylko z tego względu, że ty  bronisz na mawiasz mnieby tu była. Więc łaskawie zamknij już się. - Oszalałeś? -Pierdol się. Maciek wściekły wstał i poszedł do domu.
 Nasza rozmowa przyciągnęła uwagę truposzy.  
-Ku*wa.- Zakląłem pod nosem. Przy płocie było już dwóch truposzy. Przyglądałemim się.
 Ręce wkładali przez płotby mnie dosięgnąć. Postanowiłem się ich pozbyć. Dwa ruchy młotkiem i było po wszystkim. Dwa ciała upadły przy płocie. Przeskoczyłem przez płot. Zatargałem oba ciała do lasu. 
- Niech tu nie śmierdzą.  W lesie była cisza. Przerywana co jakiś czas pojękiwaniem ludzkim. Wróciłem do domu. W kuchni nie było nikogo. Idąc na gorę, słyszałem coś jakby płacz. Dobiegało z pokoju Zuzy. Otwarłem drzwi. Dziewczyna siedziała na łóżku,dłonie miała na twarzy. - Hej, co jest grane?- Zapytałem zaniepokojony - Nic, się nie stało.  Wyraźnie coś ukrywała. - Widzę, że coś jest nie tak. Płaczesz? - Uderzył mnie, Maciek mnie uderzył w twarz. - Zabije go! Nikt nie ma prawa bić kobiety. W złości wparowałem do jego pokoju. Byłem wściekły. - Co ty odpierdalasz? Bijesz kobietę? Powaliło Cię do końca? - Nie twój interes. WYPIERDALAJ JUŻ!!! - Mnie uderzysz? No dalej pokaż jaki z Ciebie z facet. Przywaliłeś bezbronnej kobiecie. Brawo! Ruszył na mnie z pięściami. Obaj wylądowaliśmy na ziemi. Szarpaliśmy się. W końcu odrzuciłem go od siebie. Usiadłem na jego brzuchu. Uderzyłem go w twarz. Z jego nosa polała się krew. -JESZCZE!? NO DALEJ! ZRÓB COŚ!  krzyczałem, a raczej wrzeszczałem na całe gardło. Dostałem uderzenie w plecy. Spadłem z niego. Złapał mnie za bluzę i rzucił mną o ścianę. - Dość, wynoś się z tego pokoju. Powinienem Cię wyrzucić, ale nie zrobię tego ze względu na Majkę. Teraz daj mi spokój. Idź do tej panienki, może do snu Cię utuli.- Wysyczał przez zęby. -Jesteś nienormalny. Tknij  jeszcze raz. A pożałujesz. Wróciłem do Zuzy. - Co ty zrobiłeś? - Nos mu złamałem. Chyba. Nieźle mną o ścianę grzmotnął. Już Cię nie dotknie. Na pewno. Pokaż twarz.- Uderzył  dość mocno. Natyle że pękła jej warga. Powoli dotykałem jej twarzy, sprawdzając czy nie ma jakiś innych obrażeńNie było. - W łazience powinna być woda utleniona. Na szczęście rana nie jest głęboka nie trzeba szyć. Chyba. Nic Ci już nie grozi.  Jak skończyłem dziewczyna, mnie przytuliła.
 Nie wiem czemu to zrobiła. Ale pozwoliłem jej na to. Zaczęła płakać. 
Zapewne, nie źle dostała w kość jej psychika. Cóż, będę musiał  pilnować. W pewnym momencie zasnęła. Położyłem  na łóżku. Zamknąłem jej pokój. Sam też zamknąłem swój.
 Tej nocy miałem problem z snem, plecy bolały mnie strasznie. W końcu udało mi się zasnąć.
Tak minął mi dzień siódmy, pierwszy tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz