Dzień 5 W końcu dojechaliśmy. Dom stał na uboczu, całej wioski. Dom jednorodzinny z piętrem, otoczony w miarę solidnym murowanym płotem. Wysiadłem z samochodu, by otworzyć bramę. -Stary, mówiłem, że mam klucze do domu. To nie do końca prawda. - Co masz na myśli? – Wiedziałem, że to zdanie będzie dla nas problemem. - Zostawiłem go u sąsiadki, jak wyjeżdżałem po pogrzebie. By doglądała domu. Pójdę po niego. Wiem, gdzie go trzyma. Daj mi pistolet. Rozejrzyj się po podwórku. - Ok. Załatw to szybko.Robi się coraz zimniej.-
Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że za niecały miesiąc zima się zaczyna. - Ja też. Nie mamy nawet jednej kurtki. Ale mam pewien pomysł. – W oczach Maćka widziałem błysk.
Taki miał jak namawiał mnie na swoje głupie pomysły. Raz o mało z uczelni nas nie wywalili, jak postanowiliśmy zemścić się na profesorze z uczelni.Jego miny nie zapomnę do końca życia. - Ok., pogadamy potem idź po te klucze. Podałem mu pistolet. Wjechałem samochodem na podwórko. Podjechałem pod sam dom. Całe gospodarstwo składa się z domu,obory i dużej szopy. Najpierw zajrzałem do obory. Całkiem pusta, po śmierci rodziców i siostry Maciek był zmuszony, sprzedać zwierzęta. Nie miał, kto się nimi opiekować. Szopa była zamknięta na kłódkę. Wszędzie była niesamowita cisza. Tylko wiatr i szum drzew. Przez chwilę, nie robiłem nic. W końcu wrócił. - Mam klucze. Sąsiadka była martwa, dobiłem ją. Przeszukałem jej dom. Ma tam pełno jakiś kompotów, zaprawionych ogórków.Ogólnie dużo żarcia. Damy radę.- Mówiąc to otwierał drzwi. - Zapraszam w moje skromne progi. – Wykonał ukłon w moją stronę. - Najpierw przeszukajmy dom, czy nie ma tu jakiś gości, będę spokojniejszy. Po 30 minutach przeszukiwania byliśmy pewni, że jesteśmy sami. - Dziwnie się tu czuję Greg, tak jakby oni zaraz mieli tu wejść i nas powitać. – Mówił to patrząc na zdjęcie całej swojej rodziny. - Daj spokój, ich już nie ma. Teraz musimy przeżyć tylko to się liczy. Oboje wzięliśmy się za przenoszenie jedzenia z samochodu do domu. Otwierając lodówkę przeżyłem szok. Jest prąd. - Jakiś czas temu, mieli całą wieś podłączyć do elektrowni wietrznej. Jak widać zdążyli. Będziemy mieć prąd, dopóki wiatrak będzie działać. – odparł z uśmiechem Maciek. Skończyliśmy przenosić jedzenie z auta. Postanowiliśmy coś zjeść, następnie zabrać jedzenie z domu sąsiadki. - Mówiłem, Ci, że mam pomysł co do naszej odzieży. W sąsiedniej wiosce jest sklep odzieżowy i jakiś spożywczak. Znajdziemy ciuchy i zrobimy większe zapasy. Pojedziemy tam rana. Co ty na to? – Zapytał, mnie zjadając kanapkę, twardego już chleba. - Nie głupie. A jakieś drewno na opał albo coś? Jak przetrwamy zimę nie paląc w kominku. - Mój ojciec miał szopę pełną drewna. Tam, ledwo traktor się zmieścił z tą przyczepą. W sumie na przyczepie też jest węgiel.Ojciec miał bzika na punkcie zimy. Zawsze kupował drewno i węgiel na zapas. Starczy nam na jakieś dwie zimy, jak będziemy rozsądnie palić. Po posiłku udaliśmy się do sąsiedniego domu. W samym progu leżały zwłoki kobiety ok. 70 lat, siwa. W domu śmierdziało trupem, musiała być tu trochę. Domek urządzony był przyjaźnie dla oka. - Musimy, zrobić coś z jej zwłokami. Nie zostawię jej tak. Nie po tym jak mnie traktowała. Jak byłem mały zawsze dawała mi cukierki. Nie kazała mówić mamie. Była dla mnie jak babcia. - Spalimy ją albo zakopiemy na jej podwórku nie mamy innego wyjścia. – Jedyne co przyszło mi do głowy. - Przenieś jedzenie. Ja ją zakopie. – Pokazał mi, gdzie jest jedzenie, a sam wziął prześcieradło, owinął ciało, następnie zabrał łopatę i zaczął kopać. Podstawiłem sobie taczkę, która była pod szopą. Naładowałem pełną, wszelkimi kompotami i zaprawionymi w różny sposób warzywami. Musiałem obrócić dwa razy, by zabrać wszystko. Kiedy wróciłem po Maćka, on już kończył. W szafce znalazłem butelkę jakiejś wiśniówki. - Wypijemy zdrowie starszej pani co? Dzięki niej mamy pełno jedzenia. – Poklepałem go po ramieniu. - Tak, bardzo chętnie wypiję za nią. Wracamy, robi się coraz ciemniej. W domu szybko, zabraliśmy się za butelkę. Alkohol, był mi potrzebny, żeby się rozluźnić. Wypiliśmy pół butelki. - Zobaczymy czy jeszcze jakaś telewizja nadaje? – Zapytałem, biorąc pilota do ręki. Nie odpowiedział, kiwnął tylko głową. Nie liczyłem, że na coś trafię. Ale, kto wie. Przeszukiwałem kanały, aż nagle. Jedna stacja jeszcze nadaje. - Widzisz to, co ja?! – aż krzyknąłem, nie wierzyłem, że jeszcze ktoś nadaje. - Zamknij się i słuchaj. – na niego zawsze alkohol działał szybciej. Prezenterka, była to młoda kobieta. Blondynka bez tego wymuszonego uśmiechu na twarzy, opowiadała co się dzieje w kraju.
-… straciliśmy kontakt z wszystkimi dużymi miastami. Urwał się kontakt z redakcją z Krakowa. Nie wiemy co się tam dzieje.Dalej apelujemy, o pozostanie w domach, unikanie kontaktu z zarażonymi. Z ostatnich wiadomości wiemy, że amerykańscy naukowcy dowiedzieli się, że każdy jest zarażony. Nie ważne jak ktoś zginie ten ktoś stanie się jednym z nich. Ostrzegam, przed dużymi skupiskami ludzkimi. Należy trzymać się z boku. Przypominam, że teraz nie jesteśmy już bezpieczni. – Na tym skończyła się audycja. - Nic nowego.- burknął Maciek. - Jak to nic?! Wszyscy jesteśmy zarażeni. Jak umrzesz, zmieniasz się. Tak teraz działa świat. - Idę spać. Nie budź mnie. Rano pojedziemy do tego sklepu. - Ok. Kiedy Maciek poszedł do pokoju. Ja postanowiłem. Coś jeszcze zrobić. Udałem się na poddasze. Tam był pokój Majki.Otworzyłem drzwi. Pokój wyglądał tak jak go pamiętałem. Pełno plakatów, kosmetyków. Na biurko, stało zdjęcie. Na tym zdjęciu,byłem ja i Majka. Śmialiśmy się, na drugim planie był Maciek. Miał straszną miną. Na pewno chciał zepsuć nam to zdjęcie.Zabrałem to zdjęcie. Włożyłem do mojego portfela. Poszedłem do pokoju obok. Tam miałem spać. Pokój był ciemny, na środkustało łóżku. Pod ścianą, była szafa i biurko. Mały telewizor i pilot do niego. Stały naprzeciwko łóżka. Położyłem się i przykryłem.Pierwszy raz od kilku dni wiedziałem, że na pewno się wyśpię. Tej nocy nie miałem koszmarów. Tak minął mi dzień piąty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz