piątek, 7 marca 2014

Dzień 4 
Zmieniłem Maćka za kierownicą. Nie wiem, która godzina, telefon się rozładował. W pewnym momencie samochód staje, paliwo się skończyło. Na szczęście mamy ten karnister. Wychodzę z auta, otwieram bagażnik. Po dolaniu paliwa, wracam do auta.Odpalam silnik. Ruszam dalej, włączam radio. Szukam stacji, która jeszcze, by nadawała. Ku mojemu zaskoczeniu, coś złapałem. 
-…sytuacja nie dobra.- Powitał mnie kobiecy głos z radia. Powtarzam, wojsko upadło, rząd upadł, to koniec. Świat zbliża się ku zagładzie. Ostatnie komunikaty, proszą trzymać się dala od dużych miast. Resztki wojska próbują pomagać jak się da. Uprasza się pozostanie w domach i pozostanie w kompletnejciszy.Mamy potwierdzone informację, każdy pogryziony zmienia się w potwora. Radzimy, by osoby pogryziony opuściły swojerodzinydla ich dobra. Na tym kończymy naszą dzisiejszą audycje. Radio Kryzys dziękuje za uwagę. Jeśli nic się nie zmieni będziemy nadawać jutro o podobnej godzinie. W tej chwili jest 11:47. Nie Bóg ma nas w opiece- Na tym audycja się skończyła. 
-Nie jest dobrze. Sam słyszałeś.-Maciek już nie spał. -Tak, ale nie jesteśmy sami. Może gdzieś jeszcze kogoś spotkamy. Żywego.- Mówiłem z nadzieją. -Może tak. Nie mamy paliwa co? -Tak, ale widziałem drogowskaz o stacji. Za chwilę tam będziemy. Oby mieli benzynę.  Liczyłem na mały uśmiech od losu.Może Bóg będzie mieć nas w opiece. Po 30 minutach byliśmy na miejscu. -Jaki plan?  Pytał mój kolega, jakby uznał, że ja mam być szefem.
 - Tankujemy, sprawdzamy stację i spadamy. Musimy być cicho. Ty tankujesz, ja sprawdzam stacje. Nie zapomnij dolać do karnistra. 
-Spoko, wiesz, że,to będzie nasze najtańsze tankowanie? Nie odpowiadaj.  Z uśmiechem rzekł mój kumpel. 
Uśmiechnąłem się.Udałem się z torbą do budynku. Wydawał się pusty. Szybko pakowałem jedzenie i picie do środka. Torba była już pełna.Miałem przy sobie pistolet i młotek. Strasznie nie wygodnie jest mieć broń za paskiem. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. domomentu, gdy usłyszałem ludzki głos. To nie był Maciej! 
- No, no co my tu mamy samochodzik? Chłopczyku zostaw auto i spadaj.- Przez szybę widziałem barczystego faceta koło 40 i jego kolegę. Mieli ohydny wyraz twarzy. Wiedziałem, że muszę coś zrobić. 
- Jesteś sam? –Zapytał ten drugi. 
- Tak, sam.  Odpowiedział mu Maciek. Odłożyłem torbę na ziemie. Wyjąłem broń. Nie wiedziałem co zrobić, ale to było chyba jedyne wyjście. Otwarłem drzwi z bronią w ręku. -Czego chcecie?  Wysyczałem przez zęby. Z nadzieją, że trochę ich przestraszę. 
- Chłopczyk nas okłamał. Synku odłóż pukawkę. Bo sobie krzywdę zrobisz. JUŻ!!!- Wydarł się ten barczysty. Postanowiłem się postawić, nie robiłem tego nigdy ustępowałem silniejszym.
 - Oddaj pukawkę i auto a nic wam nie zrobimy.  Kontynuował 
 - Mam lepszy pomysł. Odejdziesz a ja nie strzelę w twój zakuty łeb.  Sam siebie nie poznawałem. 
- Nie masz jaj, by strzelić, panienko.  Kpił ze mnie ten drugi. Palec mnie świerzbił. - Daje Ci ku*wa ostatnią szanse odejdź.  Prawie krzyczałem.
 Zaczęli się śmiać. Ruszyli w naszą stronę. Mieli noże. Kiedy podeszli za blisko Maćka, spanikowałem. StrzeliłemBarczysty  dostał w brzuch. Padł na ziemię i jęczał z bólu. Nie zabiłem. Podniosłem torbę. Szedłem w stronę auta mając na muszce tego drugiego. Strzał ich sprowadził. Zaczęli wyłazić ze wszystkich stron. Ten drugi ruszył na mnie z nożem. Drugi strzał.Trafiłem go w nogę. Zabraliśmy nasze rzeczy uciekliśmy. W aucie nie odzywałem się przez chwilę. 
-Stary, jakbym tego nie zrobił oni, by nas zabili. 
_Wiem i wiesz co? Zrobiłeś dobrze. My żyjemy. Teraz silniejszy wygrywa. My byliśmy silniejsi. Nie ma miejsca nasentymenty.Jutro tam dojedziemy, może dziś wieczorem. Wiesz po drodze jest cmentarz. Oni tam . Chcę ostatni raz być na ich grobie.Mojej rodziny. 
- Nie ma sprawy. Pójdę z tobą. Nie byłem tam od pogrzebu. Nie potrafiłem. Teraz już mogę. Jestem gotowy. Udało się na wsi byliśmy przed zmrokiem. Było jeszcze w miarę jasno. Zatrzymaliśmy się przed małym cmentarzykiem.Z samochodu widzieliśmy go całego. Był bezpieczny. Ani jednego z nich. Musieliśmy przeskoczyć bramę. Do pewności wzięliśmybroń. Zatrzymaliśmy się w mniej więcej połowie cmentarza. Były tam dwa groby. W jednym spoczywali jego rodzice.Obok ich córka. MAJA. Na widok tego napisu oczy zaszły nam łzami. Była ważna dla nas obu. Dla niego była jego młodszą siostrą. Dla mnie była dziewczyną którą kochałem. Na zdjęciu uśmiechała się młoda dziewczyna, o czarnych włosach, niebieskich oczach.Bardzo ładna. Pierwszy raz od wypadku poleciały mi łzy. Staliśmy tak w ciszy przy tych grobach przez chwilę. Nie wiem skąd, ale Maciek miał 2 znicze. Zapalił po jednym, na każdym grobie. Do auta wróciliśmy w milczeniu. Odjechaliśmy. W końcu dotarliśmy do domu. Stał trochę na uboczu. - Jesteśmy  Z ulgą powiedział Maciek. - Tak jesteśmy.  W moim głosie też była ulga. Tak minął mi dzień czwarty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz