Dzień 3 Nie wiedziałem, która była godzina jak mój towarzysz wgramolił się na przedni fotel. -Wyspałem się, pierwszy raz od ucieczki. Zjemy coś?- Zapytał mnie, zaspanym głosem.- Tylko kiwnąłem mu głową, na potwierdzenie.
Zatrzymaliśmy się na poboczu. Było bardzo cicho i spokojnie. Pierwszy raz nie ma TAMTYCH. Jedliśmy w ciszy, nie przerywałem jej. Była ukojeniem dla moich nerwów. W końcu Maciek poruszył temat, którego się obawiałem.
-Stary, w tym domu są jej rzeczy, zdjęcia no wiesz, prawda?- Zapytał nie spokojnym tonem.
-Wiem- Przełknąłem kawałek chleba i dalej byłem cicho.
Nie chciałem do tego wracać, minęło już pół roku, pogodziłem się z tym.Teraz uświadomiłem sobie, że ten kobiecy głos w moim śnie, to była ona. Znowu, to się dzieje. Nie mogę o niej zapomnieć.
-Kurde, Greg mi też jest ciężko. Przecież wiesz.-Próbował do mnie przemówić.
Wiem, daj już spokój. Obaj nie chcemy o tym gadać. Było, minęło. Dojedziemy do tego domu, zabarykadujemy się i przeczekamy. Taki jest plan
. -Tak. Taki jest plan. Co Ci się śniło? Jak spałeś, bardzo się rzucałeś na boki.
-Ten gliniarz. Śniło mi się, że klepie mnie po ramieniu dziękuję mi. Za to , że go uratowałem. Życzy mi powodzenia, potem widziałem… – Moją wypowiedź przerwał jakiś szelest w krzakach.
Pokazałem Maciejowi, żeby był cicho. Wiedziałem, kto lub, co to. Jeden z nich powoli zbliżał się w naszą stronę. Kobieta koło 35 lat. Bez lewej ręki. Chociaż, jakaś kość jej wystawała spod wyrwanej skóry. Bez zastanowienia wstałem. Szybko wyjąłem młotek. Wbiłem w jej czaszkę. Sytuacja jak z gliniarzem. Upadła.Bez słów zwinęliśmy obóz. Ruszyliśmy dalej. Jutro pewnie tam będziemy. Droga była spokojna. Kilku sztywnych, wyminęliśmy bez problemu. Paru zachodziło nam drogę. Ale my byliśmy w aucie. Nie mieli szans.
-To nie moja wina.- Ciszę zakłócił Maciej.
-Co? – Wiedziałem, że rozmowa wróci na jej temat.
-Stary, Majka, to nie moja wina. Kurwa, cierpię, tak jak ty. Też mi jej brak. To była moja siostra. – Tłumaczył się, tak jak w ten dzień.
-Daj spokój. Koniec tematu. Ona już nie jest ważna. Idę spać.- Mówiłem z błagalnym tonem.
Przeniosłem się na tył. Zasnąłem od razu. Koszmary powracały. Ja pierdole, nigdy ich się już nie pozbędę. Teraz były inne.Widziałem siebie. Z sprzed pół roku. Był ranek. Maciek pojechał do rodziny. Wstałem. Wyszedłem do pracy. Dzień jak co dzień.Zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem Maćka. Płakał. Pierwszy raz, słyszałem, by on płakał.
- Nie żyją, rozumiesz nie żyją.
- Co ty gadasz, kto nie żyje? – byłem zaniepokojony.
- Rodzice, wypadek…
- Stary, przykro mi. – Nie pozwoliłem mu dokończyć poprzedniego zdania.
- Majka też. Zostałem sam. – Po tym zdaniu telefon wypadł mi telefon z rąk. Majka jak to? Dlaczego? Milion myśli przeszło mi przez głowę. Ostatnia, to było nasze ostatnie spotkanie. Zapewniła mnie, że jestem dla niej ważny. Ona dla mnie była. Teraz jej nie ma.
- Jaki wypadek? – Szybko wróciłem do rozmowy. -Pijany kierowca w nas uderzył, ja jestem cały. Oni nie żyją. Kurwa mać. Co ja teraz zrobię? Mama, tata i moja siostrzyczka,wszyscy martwi. Sen się urwał potem widziałem siebie i Maćka na pogrzebie. Płakał jak małe dziecko. Zawalił się jego świat. Ale w tym dniu ja też straciłem mój świat. Obudziłem się, by zmienić kumpla za kierownicą. Tak minął mi dzień trzeci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz