piątek, 7 marca 2014

Dzień 2
Po obudzeniu widziałem wschód Słońca, wiedziałem że jest wcześnie. Spojrzałem na telefon 6:21. Maciek chrapał na przednim siedzeniu. Postanowiłem coś zrobić. Musiałem pomyśleć o tym co zrobimy. Gdzie się udamy? Co będziemy jeść, pić? A najważniejsze gdzie będziemy spać? Rozłożyłem mapę na kolanach i analizowałem nasze położenie. Jesteśmy niedaleko Poznania.
-Stary już nie śpisz?- Zaspanym głosem odezwał się Maciek z przedniego fotelu.
-Tak. Myślałeś co zrobimy? Znaczy gdzie się udamy?
-Wiesz, mam pewien pomysł.
-Dawaj. Lepsze coś niż nic.-Odparłem szczęśliwy, że jest jakaś nadzieja.
-Wiesz w spadku po rodzicach mam dom na wsi. Jest to jakieś 100-150km stąd, nie ma luksusu ale damy rade. Mam klucze przy sobie. Przeczekamy to, a potem wrócimy do starego życia.-W jego głosie czułem nadzieję, na poprawę.
-I tak nie mam nic lepszego. Jedźmy tam. Ale najpierw musimy jakieś żarcie skombinować, bo z głodu padniemy zanim tam dojedziemy.
Wróciliśmy na autostradę. To co tam zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Wszędzie auta. Niektóre jeszcze stały w ogniu, pełno krwi. To miejsce było grobowcem, strasznym grobowcem. Ale co najgorsze ONI tam byli. Wałęsali się dookoła samochodów. Wyglądali jakby czegoś szukali. Chodzili między autami. Szybko zgasiłem silnik, nie mogli nas zobaczyć.
Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy. Po jakiś 20 minutach w końcu się opanowałem.
-Co teraz?- Spytałem, ten widok przestraszył mnie. Ręce dalej mi drżały.
-Damy radę jakimś objazdem.
-Na pewno jest tu gdzieś jedzenie i picie. Stary na końcu tego korku ich nie ma. Jak będziemy cicho przeszukamy parę aut stojących z brzegu.-Wypaliłem pewny siebie.
-Dobry pomysł, im i tak się to nie przyda. Bierz młotek.
Obaj szybko wysiedliśmy z auta. Maciek wybrał lewą stronę korka, ja prawą.
Po cichu ale w szybkim tempie dotarłem do jakiegoś czerwonego auto osobowego.
Nie zwracałem uwagi na markę, liczyło się to co tam może być. Udało mi się otworzyć bagażnik. Pełen toreb. Ludzie ratowali dobytek życia. Nie dziwię im się. Nie wiedzieli co ich czeka. W bagażniku była torba ze sklepu. Pełna jedzenia. Nie wiedziałem co znajdę w następnych, ale ciekawość była siłą wyższą. Wróciłem do naszego auta. Odłożyłem jedzenie do środka. Zacząłem szukać w innych autach. Ciuchy, pieniądze, komputery. Same nie potrzebne rzeczy. Odchodząc od jednego auta, przewróciłem jakąś puszkę. Jeden z nich odwrócił się w moją stronę, od razu ruszył do mnie.
-Kurwa, już po mnie.-Postanowiłem powoli się wycofywać. Starałem się być cicho. Był szybki, za szybki. Złapałem młotek. Teraz albo nigdy, to przemknęło mi przez myśl. Wyprostowałem się szybkim ruchem ręki, wbiłem młotek w czaszkę. Bezwładne zwłoki opadły na ziemię.
Schowałem się za samochód. Z czaszki nieszczęśnika wylewała się jakaś ciecz.
Wtedy spojrzałem na jego ubiór. Policjant. Przeszukałem go. W kaburze miał pistolet.
-Ale mam szczęście. Pistolet, pełny magazynek. To jakiś cud.-Dalej przeszukiwałem jego kieszenie. Jeden zapasowy magazynek, wystarczy na jakiś czas. Miałem już dość jak na jeden dzień. Ruszyłem z powrotem do auta. Maciek już tam był.
-Co tak długo? Kurwa?! Krew? Dopadli Cię?
-Nie, jeden mnie zaatakował ale zabiłem go. Wbiłem młotek w jego czaszkę. Upadł na ziemie. To był policjant. Miał pistolet. A ty co masz?
-Trochę jedzenia w puszkach, woda, nóż, karnister z benzyną.
-Jedźmy stąd już. –Ponaglałem go
Ruszyliśmy objazdem wiedziałem, że potrwa to dłużej. Tego dnia nie byłem w stanie prowadzić. Nie mogłem się uspokoić. Cały czas miałem przed oczami twarz tego gliniarza. Zakrwawione usta, mundur. Nie wiem jak się nazywał, gdzie mieszkał. Ale nie było mi go żal. Wiedziałem że skróciłem jego męki. Dałem mu wolność. Tak wole o tym myśleć. Nie o tym że robię coś złego. Ratowałem swoje życie. To wszystko nie ma sensu.
Noc zastała nas w trasie. Teraz ja spałem pierwszy. Maciek cały czas prowadził.

Koło 3:30 go zmieniłem. I tak nie spałem dużo. Koszmary były okropne. Śnił mi się policjant którego zabiłem. Dziękował mi za to. Potem w śnie słyszałem kobiecy głos, mówiący mi, że będzie dobrze. Zaczynam bzikować. Musze się uspokoić. Myśleć o pozytywnych etapach mojego życia. Czas jaki spędziłem z rodziną, kolegami i z nią, zanim odeszła. Myślałem tak do rana. Tak minął mi dzień drugi.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz