Dzień 6 Noc minęła spokojnie. Nie miałem żadnych snów. Obudziłem się dość wcześnie. Maciek jeszcze spał.
Wstałem z łóżka i udałem się do łazienki. Po porannej toalecie, zszedłem do kuchni. Wyglądając przez okno widziałem, że przez noc kilka potworów zebrało się blisko płotu. Chodziły, tak bez celu. Oglądałem je przez chwilę. Z moich obserwacji wyrwał mnie mój kumpel. Zszedł do kuchni. -Stary, zjemy coś i jedziemy po kurtki. – Wypalił do mnie bez ogródek. Tak, spójrz stoją przy naszym płocie. – Patrzeliśmy tak na nich chwilę.
Po czym zjedliśmy śniadanie.
Postanowiliśmy jeść najpierw to ,
co psuję się najszybciej. Zjedliśmy już twardy chleb z pomidorem. Szybko przygotowaliśmy się do wyjazdu.
Zabrałem młotek i pistolet. Maciek zabrał siekierę, która leżała pod szopą. -Jeden z nas musi otworzyć i szybko zamknąć bramę, bo bestie do nas nie wlazły. Zrobisz to?- Zapytałem mojego przyjaciela. -Tak, nie odjeżdżaj za daleko. Muszę szybko wrócić do auta. Nie chce być ich obiadem. Tak zrobiliśmy. Udało nam się bez problemu. Kilku sztywnych zaczęło nas gonić. Po 30 minutach dojechaliśmy do miasta. Widok był okropny. Stanęliśmy jakieś 100 metrów od całego miasteczka. Wyglądało jak z gry komputerowej. Było ich pełno. Byli wszędzie. Niektóre budynki, wyglądały jakby przed chwilą spłonęły.
- Co robimy? – Pierwszy przerwałem ciszę.
-Zajekurwabiście, całe miasteczko padło. Kurwa jak dostaniemy się do tych sklepów.
Odzieżowy jest naprzeciwko kościoła. A spożywczy na drugim końcu miasta.
-Jedzenia na razie nam starczy. Kurtki to teraz najważniejsze. Obejdziemy od tyłu. Damy radę.
Musimy być cicho. Wyszliśmy z auta. Coś mi mówiło weź kluczyki, tak zrobiłem. Miasteczko to były budynki wybudowane, po obu stronach jednej drogi. Zaczęliśmy skradać się do sklepu odzieżowego. Po minięciu jednego budynku natkaliśmy się na nich. Dwaj sztywni szli powoli w nasza stronę. Tylko na siebie spojrzeliśmy. Bez słowa obaj rzuciliśmy się na napastników. Młotek wbił się bez problemu, siekiera również. Dwa bezwładne ciała upadły na ziemię.
Po woli przesuwaliśmy się w stronę naszego celu. Było całkiem spokojnie. Załatwiliśmy jeszcze 3 sztywnych.
Po czym dotarliśmy w końcu do sklepu. Miał tylne wejście. Oczywiście zamknięte. -Co teraz? – Maciek szeptał, czułem zdenerwowanie w jego głosie. -Nie wiem. Musimy jakoś drzwi otworzyć. Musimy znaleźć coś czym damy radę je wyważyć. Idź w lewo ja pójdę w prawo. -Powoli udałem się w swoją stronę. Mijałem pełno porozrzucanych śmieci.
Nic przydatnego.
Już miałem iść dalej, gdy zauważyłem Maćka, jak kombinował przy drzwiach. Otworzył je. Wróciłem do niego.
Zamknęliśmy drzwi za sobą. -Jak to zrobiłeś? - Znalazłem kawałek drutu i jakoś je otwarłem. No cóż, nie wiesz o mnie wszystkiego. – Miał w oku ten cholerny błysk,wtedy wpadaliśmy w kłopoty jak na uczelni. Sklep nie był pusty.
Bardzo szybko wyskoczył na nas jeden z nich.
Złapał mnie za rękę. Widziałem jak zbliża swoje zęby do mojej ręki. Nie zdążyłem zareagować. Maciek rozbił jego głowę siekierą. -Kurwa było blisko Greg. Pilnuj się. -T-t-aaak – Wykrztusiłem z siebie. Byłem przerażony pierwszy raz od tego wszystkiego, bałem się , jak cholera.
Zabraliśmy trochę cieplejszej odzieży. Ale też i takiej na cieplejsze dni.
Nie wiadomo, kiedy tu wrócimy. Znów musieliśmy zrobić to na dwa razy. Drugi był łatwiejszy. Zabraliśmy to , co było najbardziej potrzebne. Wróciliśmy do domu tą samą drogą.
Na drodze zauważyłem coraz więcej sztywnych. Wtedy byłem pewien, to nie jest przejściowe.
Będzie coraz gorzej. Wróciliśmy do domu około południa.Rozpakowaliśmy auta. Wróciliśmy do środka. Jak wczoraj próbowałem znaleźć ten kanał telewizyjny, który nadaje.Nie miałem tego szczęścia. Nie było kompletnie nic. Ostatnio był zegar, który odmierzał czas do wejścia na antenę.
Teraz byłem już poważnie zaniepokojony.
Brak telewizji, mógł oznaczać, że stacja upadła, a to z kolei nie daje już nadziei. -Nie ma tego kanału w TV. Nie ma nawet tego zegara.- Mówiłem całkiem zdruzgotany. - Co z tego? - Czy ty naprawdę nic nie kumasz ?! Telewizja upadła, czyli nie ma już wojska w ogóle.
Przecież pilnowali ich na pewno. Teraz już wiem i ty też to zrozum. To jest koniec świata. Ludzie stali się mięsem. Już nie jesteśmy na końcu łańcucha pokarmowego.Czaisz to do kurwy nędzy?! Nie ma już nic. Cywilizacja upada, a ty pytasz co z tego ?
- Przetrwają najsilniejsi. Oni odbudują cywilizacje. Postawię nowe budynki, stworzą nowy świat. MY będziemy jego częścią, a ty martwisz się, bo telewizji nie ma? - Nic nie rozumiesz. Idę się przewietrzyć. Wyszedłem na dwór. Usiadłem na ławce. Siedziałem tam z dwie godziny. Może więcej. Ze spokoju wyrwał mnie jakiś krzyk. -ZOSTAWCIE MNIE PROSZĘ !!!! DAJCIE MI SPOKÓJ! CO JA WAM ZROBIŁAM ????!!!! Od razu pobiegłem po pistolet do auta. Wybiegłem przed dom. Dwaj sztywni gonili jakąś dziewczynę.
Pobiegłem za nimi .Szybko ich dogoniłem. Rzuciłem się na pierwszego. Powaliłem go na ziemię.
Uderzyłem jego głową z całej siły w ziemię. Dwa uderzenia i sztywniak się nie ruszał. Następnie podniosłem kamień. Zaatakowałem drugiego.
Tym kamieniem, rozbiłem czaszkę drugiego.Dziewczyna kompletnie straciła orientację.
Wyciągnąłem pistolet. Celując w nią zapytałem. - Kim jesteś i co tu robisz? - Proszę nie zabijaj mnie. Błagam. - Błagała mnie bym nie strzelał.- Odpowiedz na pytanie. - Szukałam jedzenia i oni zaczęli mnie gonić. Ja nie wiedziałam co robić. W tym momencie z kilku stron zaczęli wyłazić martwi. -Chodź za mną. Zaprowadziłem ją do domu. Maciek był w kuchni, szukał czegoś. -Kto to kurwa jest i co tu robi? - Wyluzuj, uratowałem ją. Gonili ją martwi. - Co mnie to obchodzi? Po co ją tu przyprowadziłeś co? - Miałem zostawić ją na pewną śmierć? Maciek wyszedł z kuchni. Poszedł na górę. - Cóż. To był Maciej. Ja jestem Grzegorz, dla znajomych Greg. Odpowiesz na moje pytania? - Mam na imię Zuza. Mam 20 lat. Razem z tatą szukaliśmy chronienia, ale ktoś go ugryzł i on zmarł. Od tego czasu jestem sama. Nie mam nic, nie jadłam od dwóch dni. W tym domu miałam nadzieję znaleźć coś do jedzenia. Ale oni zaczęli mnie gonić. - nerwowo mi opowiadała.- Któryś Cię ugryzł? - Nie. Jestem naprawdę głodna. Postanowiłem dać jej coś do jedzenia. Kiedy jadła, przyjrzałem jej się dokładniej.
Miała długie, czarne włosy. Bardzo delikatne rysy twarzy. Widać było po mniej, że jest młoda.
Do tego cała brudna, w podartych ciuchach.
Zabrałem pistolet.Poszedłem do Macieja na górę. - Ona zostanie na razie. - Mój dom, a ja nawet nie mogę decyzji podjąć? - Stary nie o to chodzi. Ona naprawdę potrzebuję naszej pomocy. - Ok. Niech będzie. Może spać w pokoju Majki. Jak chce niech weźmie jej ubrania. I tak już nam się nie przydadzą. Teraz daj mi spokój. Zszedłem na dół. Dziewczyna kończyła jeść. - Na razie możesz tu zostać. Pokaże Ci miejsce, gdzie możesz spać. Ale mam jeden warunek. - Jaki? - Zamknę Cię w pokoju na noc. - Dobrze. Zaprowadziłem ją do pokoju Majki. - Tu możesz spać. Tam jest łazienka. Jest jeszcze ciepła woda, wiec korzystaj, póki można. Możesz zabrać sobie jakieś ubrania z szafy. - Dziękuję. – Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. - Nie dziękuj. Tak należy postąpić. Wychodząc zamknąłem drzwi na klucz. Udałem się do siebie. Po jakimś czasie do pokoju wszedł Maciek. - Co z nią? Można jej wierzyć? - Wydaje mi się być ok. Zamknąłem ją do pewność. Pogadamy z nią rano. - Ok. Nie potrzebnie tak na was naskoczyłem. Jest spoko. - Ok. Nie ma problemu. Po tych słowach opuścił mój pokój. Zasnąłem. Tak minął mi dzień szósty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz